Dlaczego piszę?

 

Chciałabym powiedzieć, że każdego dnia przychodzą mi do głowy tysiące nowych pomysłów, że piszę nieustannie, a liczba wierszy, opowiadań, które znajdują się w moim zbiorze zapełniłyby małą biblioteczkę. 

Tylko, że w tym zdaniu jest tyle prawdy co kot napłakał.

Pomysłów mam wiele, ale nie tak często jakbym chciała. Część z nich jest tak słaba, że nawet ich nie zapisuję. Część znajduje swoje dwie lub trzy linijki w notesie i nigdy z niego nie wychodzą. Część trafia tutaj. Część chowam na później, kiedy będę potrafiła lepiej przekazać to, co myślę na papier. A ostatnia część pomysłów jest dostępna tylko dla jednej pary oczu, mojej.

Nie piszę codziennie i nie chcę się zmuszać. Jednak mimo wszystko zbyt rzadko sięgam po papier i kartki, szczególnie ostatnio, gdy mam sporo na głowie. 

Ale jak już piszę…

To zamykam się w swoim świecie. Wyrzucam z siebie słowo za słowem nie zdając sobie sprawy z tego ile ich jest. Czasami jestem zadziwiona tym, co we mnie siedzi. Jestem też zła na siebie, kiedy to, co mam w głowie, nie znajduje się na kartce, bo nie umiem wszystkiego przekazać. Pisanie przynosi mi ulgę, pocieszenie, ale też energię i jest swojego rodzaju zapisem historii oznaczonej moim imieniem i nazwiskiem. Bo mimo tego, że staram się, nie ma takiego tekstu, który nie byłby w jakiś sposób ze mną połączony.

Mam też momenty, kiedy nie piszę nic. Muszę przyznać, że wtedy jest ciężko. Frustracja, która mnie ogarnia jest ogromna. Tak wielka, że grozi wybuchem. Poddaje pod wątpliwość swoje nazwijmy to umiejętności. Wtedy zastanawiam się…

Może nie powinnam.

Może to, co piszę nie jest wystarczająco dobre.

Może pokazuję za bardzo siebie.

Może pomysły się skończyły i nie wrócą.

Może czas skończyć.

Nie macie pojęcia ile razy już próbowałam zakończyć przygodę z blogiem, ale również rzucić w kąt notesy, zeszyt z wierszami. Po wpisach, które nie przyciągnęły uwagi, które są, ale nie spełniają oczekiwań. To, co robię nigdy nie było niezwykłe. Moje teksty nie są idealne i jestem świadoma ile im jeszcze brakuje, ile mi brakuje. Lata nauki i prób przede mną. Ta świadomość wywołuje myśli z serii „są lepsi niż ja, to koniec zabawy” albo „czas przestać się oszukiwać”.

W takich momentach wydarza się zawsze mniej więcej to samo. Zdecydowana, że spróbowałam i nie wyszło, zaczynam szukać nowego zajęcia. Zastanawiam się czy usunąć stronę, czy zostawić ją sobie na pamiątkę. I nagle przychodzi mi do głowy pomysł, który ignoruje, bo przecież już nie piszę. Potem pomysł powraca lub wskakuje inny. Odkopuje notes, który ciągle leżał na stole i czekał, zapisuję. Nadal nieprzekonana robię inne rzeczy, żeby o tym nie myśleć i chwilę później znowu siedzę przed komputerem, bazgram ołówkiem po papierze, nie wierząc, że znowu wszystko wróciło do normy.

Dlaczego piszę?

Piszę, bo nie potrafię przestać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *