Harry Potter i przeklęte dziecko. Rozczarowanie czy kolejna magiczna przygoda?

Noc po premierze spędziłam z nową książką kontynuującą przygody Harrego Pottera. Jako szalona fanka całej serii, która potrafiła latać po domu z różdżką i czasem nadal to robi, byłam bardzo ciekawa co dalej. Wszyscy byliśmy tego ciekawi, dobro wygrało, wojna czarodziejów się zakończyła, ale co wydarzyło się potem? Po przeczytaniu mam, jednak bardzo mieszane uczucia.

Najśmieszniejszą rzeczą jaka się na premierze światowej i polskiej wydarzyła to zdziwienie mnóstwa ludzi, że nie jest to klasyczna powieść.  Jest to scenariusz sztuki i proszę to sobie zapamiętać. Przedstawienie jest wystawiane w Londynie, a książka jest dla tych, którzy nie będą mieć okazji zobaczyć tego na żywo albo nie chcą, bo aktorzy są zupełnie inni i nie każdemu to odpowiada. Poza tym bilety sprzedały się zanim zdążyłam powiedzieć Quidditch. Przyznam, że mimo odmiennej formy czyta się całkiem przyjemnie. Dwie części, cztery akty, jest ok.

Zanim zaczniecie czytać dalej musicie wiedzieć, że tutaj mniej więcej zaczyna się część tego wpisu, która zawiera SPOJLERY.

Czego się można po tej książce spodziewać?

Tym razem fabuła nie skupia się prawie wcale na magii, bardziej zajmuje się relacjami ojciec-syn, przyjaciel-przyjaciel. Dorosły Harry nie może się dogadać ze swoim synem Albusem. Draco Malfoy tez nie dogaduje się z synem, Scorpiusem. Scorpius i Albus się przyjaźnią. To tak w największym skrócie. Spotkamy się z mocą prawdziwej przyjaźni, chęcią naprawienia świata i rozliczeniem przeszłości  oraz problemami rodzicielskimi słynnego Pottera. Największym zaskoczeniem książki jest chyba to, że Voldemort został również rodzicem na krótko przed bitwą o Hogwart (1998). O tak, pan samo zło ma córkę, która niestety wdała się w tatusia i próbuje głównym bohaterom konkretnie zatruć życie. Czy jestem fanką tego rozwiązania? Yyyy, no nie bardzo, ale akceptuję, bo przecież lubimy walkę dobra ze złem. W książce cofniemy się także w czasie kilka razy za pomocą zmieniacza podobnego do tego, który posiadała Hermiona w 3 części. Ten wątek wydaje się już bardziej ciekawy i to chyba taki pstryczek w nos dla twórców tego filmiku ⇓, bo kompletnie burzy taką koncepcję.

Osobiście, bardzo podobała mi się postać Scorpiusa, najbardziej według mnie wpasowała się w „kanon”. Był zdecydowanie postacią, która jak to się mówi, trzymała fabułę w kupie. Po przeczytaniu odczuwam jednak pewiem niedosyt. To już po prostu nie te same uczucia. Może dlatego, że to dość krótka historia, a może dlatego, że przeskok o 19 lat wydaje się zbyt dużym. Nie zrozumcie mnie źle, jest to bardzo dobra książka i ciesze się, że ja przeczytałam, ale brakuję szczypty tej magii.

Co mi się nie podobało?

Absolutne zniszczenie postaci Rona. Nie mogę tego przeżyć. Ta książka zrobiła z niego ciapę i chodzacego suchara. Najbardziej rozwaliła mnie sugestia, że niby Ron miał być pijany podczas własnego wesela. Może miał to być żart, ale czytając to nóż mi się w kieszeni otwierał. To jest mój największy zarzut.

Mogłabym się jeszcze doczepić, że bardzo mało wspomina się o tym, na czym fanom bardzo zależało, czyli o losach innych bohaterów, niż główni. Sama nadal chętnie poczytałabym co robi reszta Weasley’ów, syn Lupina i Tonks, Luna i wiele wiele innych, wystarczyłoby wspomnienie.

Podsumowując całość. Jest to książka na pewno magiczna, ale czy na takim samym poziomie jak oryginalna seria? To już ocenicie sami.

JEŻELI SĄDZISZ, ŻE W DOBIE KOMPUTERÓW SZTUKA CZYTANIA ZANIKŁA, ZWŁASZCZA WŚRÓD DZIECI TO NIEZAWODNY ZNAK, ŻE JESTEŚ MUGOLEM.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *