Jestem obserwowana.

Cały czas wydaje mi się, że ktoś mnie śledzi. Od kilku dni odczuwam ten dziwny dreszcz kiedy chodzę ulicami miasta. Obracam się i nikogo tam nie ma, a jednak niepokojące uczucie z tyłu głowy pozostaje. Dreszcz przechodzi mnie za każdym razem, gdy jestem w miejscu, którego nie znam. Miliony oczu świdrują mnie wzrokiem i każdy kto mnie mija staje się potencjalnym podejrzanym. Nie zaznam już spokoju.

Zaczęłam analizować co zrobiłam nie tak, czym podpadłam na tyle, żeby za mną chodzić i mnie nękać? Chociaż do głowy przyszło mi kilka rzeczy, których nie powinnam była wypowiedzieć, żadna z nich nie była na tyle poważna, żebym skupiła na sobie czyiś gniew. 

Miasto, które nie śpi mimo, że jasne o każdej porze, nie sprawia, że czuję się bezpiecznie. Zaczęłam szybciej chodzić, omijam puste uliczki i nie wychodzę w nocy z domu. Niepokój towarzyszy mi przy każdym zakręcie. W głowie słyszę szepty osób stojących za mną. W rzeczywistości nikogo za moimi plecami nie ma.

Zwariowałam? Jestem opętana?

Jak pozbyć się uczucia, że jest się śledzonym, kiedy wszystko na to wskazuje, że to nieprawda. To tylko mój umysł grający ze mną w jakąś chorą grę. Zakładam kaptur i staram się ukryć w tłumie ludzi zmierzających do swoich nudnych zajęć. Nie jeżdżę taksówkami, nie patrzę nikomu prosto w oczy, znam każdy centymetr chodników. Zamykam drzwi na klucz, zasuwę i zasuwam wszystkie zasłony. Ciemność mnie przeraża, a jednocześnie uspokaja. Gdy słyszę, że za oknem przejeżdża ciężarówka, aż podskakuję. 

Ciemne szare oczy śnią mi się po nocach. Budzę się zlana potem i przez kilka minut dochodzę do siebie. Następnym razem śnią mi się niebieskie, potem piwne, kolor nie ma znaczenia. Każdy mój ruch jest odnotowany, każdy błąd wytknięty. 

Zatruta strzałą bezosobowego pokolenia cyborgów, zaślepiona strachem, garbię się w idealnie prostym świecie. Śledzona, obserwowana, poddaję się.

Stoję w rzędzie i nie mam prawa wyjść przed linię. Linia zmieniła się w mur, dzieli świat na dwie części. Pierwsza pusta, zakazana, druga zatłoczona i niepożądana. Utraciłam swobodę. Nie mogę już być sobą, bo ciągle ktoś mnie obserwuje. Jestem wśród ludzi zepsutych, z wyostrzonym wzrokiem, który tnie poczucie wolności. 

To ostatni moment zanim stanę się taka, jak oni, kiedy zacznę obserwować, oceniać, wyznaczać miejsca w rzędzie, w którym każdy znaczy tyle samo.

Wolność umarła.

Prawda ledwo dycha.

Świat to za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *