Lubimy sobie pocierpieć

Od czasu do czasu oczywiście. I nie będzie to tekst w stylu 50 twarzy Greya. Jeżeli Was zawiodłam, wybaczcie. Nawet ten blog musi mieć jakiś poziom i  nieprzekraczalne granice.

Człowiek to bardzo skomplikowana istota, mam nadzieję, że to już wszyscy wiemy. Poczyniłam pewną obserwację na temat naszego gatunku. Jako rasa nie lubimy, gdy jest za słodko, zbyt kolorowo. A jako Polacy to już szczególnie uwielbiamy jak od czasu do czasu coś się zawali. Okropne z nas bestie. Wydaje się, że jak jesteśmy ciągle zadowoleni to też nie jest dobrze, a za dużo szczęścia to nieszczęście. Tak, mocno nas pogięło, ale taka nasza natura.

Nie dość, że wszyscy lubimy sobie czasem pocierpieć to jeszcze zdarza nam się po cichutku zza firany w kwiatki oglądać cierpienie innych. Mówimy sobie wtedy, „O, jak dobrze, że to nie ja” i zaraz jest nam lepiej. Każdy tak robi i nie wmawiajcie mi, że jest inaczej.

Skąd to się bierze? Wydaje mi się, że przede wszystkim z tego, że gdybyśmy nie wiedzieli jak może być źle, nigdy nie poznalibyśmy momentów kiedy jest naprawdę dobrze. Musimy zobaczyć zburzenie budynku, żeby docenić pracę jaka została włożona, żeby wcześniej tu stał. Czy to ma sens?

Anyway, lubimy sobie sami czasami dołożyć.

Kiedy ostatnio mieliście naprawdę sporo na głowie? I wzięliście jeszcze dodatkowo kilka rzeczy, chociaż wiedzieliście, że nie dacie rady? A może zdarzyło się Wam wpakować w toksyczną znajomość? Kiedy druga osoba ma Was gdzieś, a Wy w nią ciągle wierzycie i macie nadzieję jej pomóc albo uważacie, że się zmieni? Kiedy ostatni raz daliście się wrobić w dodatkowe obowiązki lub w cokolwiek nadprogramowego, czego wcale nie chcieliście robić? Postawiliście sobie kiedyś poprzeczkę zbyt wysoko? Celowo nie wyrobiliście się w terminie?

Niech pierwszy rzuci kamień ten, który ani razu nie odpowiedział „tak”.

A zastanówcie się ile razy czekaliście aż coś się wreszcie popsuje…

Relacja, czajnik elektryczny, atmosfera w pracy czy szkole.

Robiliśmy to tylko po to, żeby się zdenerwować, przekląć sobie w myślach lub wykrzyczeć kilka słów. Czekaliśmy na ten moment, kiedy mamy podstawy do tego, żeby się zdrowo wyżyć. Do tego ta dzika satysfakcja, kiedy wreszcie możemy się na coś podenerwować. Czasami musimy wypuścić te podkłady furii, które w nas głęboko siedzą, żeby móc normalnie funkcjonować. Chore, ale prawdziwe.

Mniej lub bardziej potrzebujemy, żeby czasem było źle, naprawdę źle, tak źle, że potem najnudniejszy, najzwyklejszy dzień staje się piękny. Lubimy poleżeć na dnie i powspominać jak to było na górze. Być kopanym, a potem samemu dokopać swoim oprawcom albo całemu wszechświatowi, ja nikogo nie osądzam.

Uwielbiamy ciszę po burzy, a co za tym idzie sama burza również przynosi satysfakcję.

Cierpienie zdaje się nas napędzać i być może nie jest to szczęśliwa perspektywa, ale tak jest. Już chyba dobrze wiemy, że jakaś niesprawiedliwość nas prędzej czy później dopadnie.

I powiem Wam więcej, nie ma się czego wstydzić. Trzeba sobie pokrzyczeć, rzucić odpowiednim epitetem, coś zepsuć i iść dalej. Cierpienie jest nieuniknione.

1 thought on “Lubimy sobie pocierpieć

  1. Zgodzę się ze wszystkim co powyżej napisałaś. Zawsze mówię ” najpierw musi być gorzej aby później było lepiej” co się sprawdza w 100% Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *