Materialny minimalizm

Aktualnie jestem w trakcie przeprowadzki. Poza pudłami, ogólnym bałaganem i niekończącym się zamieszaniem, nabawiłam się również kilku przemyśleń.

Pakowałam te niekończące się pokłady najróżniejszych i często niepotrzebnych rzeczy, na chwilę się zatrzymałam, rozejrzałam wokół siebie i zdałam sobie sprawę, że większość z tych rzeczy nie jest mi w żaden sposób potrzebna. Część z nich nigdy nie użyję, część to nieudane prezenty i mnóstwo, mnóstwo drobiazgów, które sama sobie kupiłam i do teraz nie mam pojęcia, co w nich widziałam w momencie zakupu.

Wtedy postanowiłam sobie zrobić w głowie listę rzeczy, których naprawdę potrzebuje oraz tych, z którymi nie mam serca się rozstać. Chciałabym powiedzieć, że udałoby mi się spakować w plecak i ruszyć w świat, ale byłby to pewnie plecak większy ode mnie, a z czymś takim na pewno daleko bym nie zaszła. Wydaje mi się jednak, że dwie duże walizki pomieściłyby wszystko, co jest mi do szczęścia potrzebne.

A co znalazło się na liście w mojej głowie? Nic specjalnego, pewnie lista każdego z Was wygląda podobnie. Ubrania, buty, trochę kosmetyków, kilka zdjęć, parę pamiątek, z 2-3 książki, laptop, telefon oraz moje zeszyty z zapiskami i to właściwie wszystko.

Uświadomiłam sobie jak wiele rzeczy jest mi zbędnych i jak bardzo zagracona jest przestrzeń, w której żyję. Nie jest to wcale wywołane niechęcią do odkurzacza, tylko zbyt dużą ilością wszystkiego. Zazwyczaj mieszkam w stanie, który nazywam „zorganizowanym bałaganem”. Wiem, gdzie co jest, ale półki aż uginają się pod ciężarem rupieci, których nie mogę się pozbyć.

Wiele osób, łącznie ze mną, może się określić mianem zbieraczy. Ciężko jest nam się pozbyć raz zakupionych rzeczy. Sentyment? Być może. Zazwyczaj jest to wymyślny powód, dla którego w przyszłości dana rzecz „mogłaby się jeszcze przydać”. W ten sposób kolekcja się nieustannie powiększa, ale nie jestem z niej dumna.

Materializm, sentymentalizm, bałaganiarstwo. Każda z tych trzech rzeczy w jakimś stopniu spowodowała stan, w którym właśnie się znajduję. Potrafię na jednym oddechu wymienić tuzin rzeczy, które chciałabym zakupić, tylko po to, żeby nacieszyć się nimi przez moment i odstawić w ciemny kąt.  Tylko po co mi to?

Tyle razy już mówiłam Wam i sobie, że są lepsze rzeczy, żeby spożytkować swoje ciężko zarobione pieniądze, jak na przykład podróże, spotkania z przyjaciółmi, nowe doświadczenia.

Otoczyłam się „zbieraczami kurzu”, a dla kogoś, kto jest uczulony na kurz, taka sytuacja jest podwójnie niezdrowa.

Nie zamierzam jednak od dzisiaj chodzić w starym worku od ziemniaków. Nie zamawiam właśnie wielkiego kontenera na śmieci, żeby pozbyć się rzeczy, które nie zmieściły się w tych dwóch walizkach.

Chciałabym  zwracać większą uwagę na co wydaję pieniądze. Chcę nimi zwyczajnie mądrze gospodarować, nie wydawać na rzeczy, które są mi do niczego niepotrzebne. Przede wszystkim jednak pragnę uporządkować przestrzeń, w której spędzam większość swojego czasu.

Czas pozbyć się nawyku zatrzymywania rzeczy, które są niepotrzebne i bez wartości.

Tego właśnie życzę sobie i Wam.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *