Pierwsza zasada kosmosu.

Nie wiem wiele, nie ukończyłem porządnej szkoły, nie udało mi się zwiedzić świata. Życie nauczyło mnie czym są niesprawiedliwość, bieg pod wiatr, brak perspektyw. Z czasem to ja zacząłem nauczać życie. Ile jestem wart, to, że mogę wszystko, a przede wszystkim, że nie da się mnie złamać, nigdy. Ile razy nie przegram bitwy, wstaję i staje do kolejnej. Dosłownie. Byłem małym chłopcem, który otrzymał dwie propozycje, zostać członkiem gangu albo nauczyć się walczyć, by się przed członkami gangu obronić. Wybrałem drugie i dzisiaj jestem prawie zawodowym bokserem. No właśnie, prawie. Ale już za kilka godzin może się to zmienić, całe moje życie może się zmienić.

Gdzie teraz jestem? W łóżku, patrzę od kilkunastu minut w sufit. Przed oczami mam wszystkie swoje zwycięstwa. Wydostanie się z dzielnicy, w której dorastałem. Złapanie pracy w chińskiej restauracji, a w zasadzie barze. Pamiętam każdy stół, który musiałem wytrzeć, każdy centymetr podłogi. Potem widok ringu, mojego wybawienia. Hektolitry potu, niezliczona ilość siniaków i ulubione rękawice, na które pracowałem kilka miesięcy. Pierwsze walki, smak krwi, padanie na deski, odliczanie, budzenie się następnego dnia z ciałem tak obolałym, że nie byłem w stanie się samodzielnie ubrać. Aż wreszcie lata ciężkiej pracy się opłaciły. Jedna walka wygrana, potem druga. Pojawienie się agenta, porzucenie prac dorywczych, pełne skupienie. Widziałem cel.

Tak wyraźnie widziałem moment przejścia przez bramy Madison Square Garden i wreszcie tu jestem. Dotykam zimnej stali i wszystko stanie się rzeczywistością. Jest szósta rano, a dokładnie za 12 godzin rozstrzygnie się moja przyszłość. Czy będzie to walka wieczoru? Oczywiście, że nie, ale to nie ma znaczenia. Udało się. Będę zadawał i przyjmował ciosy w tym samym ringu co moi idole z plakatów, które wieszałem nad materacem, który służył mi za łóżko przez kilka lat. Nie płakałem odkąd pamiętam, a teraz łzy napływają mi do oczu. Jak to się wydarzyło, że chłopak ze złej dzielnicy, bez pieniędzy, przyszłości zaszedł tak daleko? W gazetach napiszą, że to cud, ale nic podobnego.

Mówią, że to możliwość zawalczenia o siebie, ale ja robię to całe życie. Czy ta walka jest inna od tych pierwszych? Nie, rękawice te same, duch ten sam, głód zwycięstwa również. Wynik tylko będzie inny, bo ja już nigdy nie upadnę na deski. Może nie udało mi się wykształcić, ale poznałem tajemnicę. Pierwszą zasadę kosmosu.

Tylko ciężka praca przyciąga szczęście.

Na nic innego nie można liczyć w życiu. Nie ma cudów. Prawdziwy sukces nie jest podawany na tacy. Jest on wywalczony przez pot i łzy. Tylko taki sukces daje prawdziwą satysfakcję.

Jak ten dzień się dla mnie skończył? Wygrałem, ale wiedziałem, że tak będzie. Za długo życie mnie na to przygotowało, żebym miał przegrać. Nauczyłem je, że podnosiłem się z desek zbyt wiele razy, by pozwolić na kolejny upadek. Nie ma już więcej „prawie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *