Świeże powietrze wyleczyło mnie ze zmęczenia światem.

Czasami jestem zmęczona życiem. Tak zwyczajnie. Brzmi to trochę śmiesznie, biorąc pod uwagę mój wiek, ale osobiście uważam, że każdego taki stan łapie niezależnie od liczby urodzin.

Budzisz się rano i wiesz, że już nie zaśniesz, ale i tak nie wstajesz, bo nie masz siły i nie chce Ci się stawiać czoła wszystkim zadaniom jakie ten ciężki dzień przyniesie. W taki dzień nic, ale to nic Ci się nie podoba. Wydaje się, że coś tak błahego jak zadowolenie jest rzeczą nieosiągalną. Patrzysz w lustro i zastanawiasz się w jaki sposób doszło do tego, że wory pod oczami są stałą częścią Twojego wyglądu. Nie smakuje Ci śniadanie, które kiedyś uważałeś za pyszne. Wkurza Cię sterta prania czekająca na Twoją uwagę, konieczność wyrzucenia śmieci, ale ze wszystkiego najbardziej do białej gorączki doprowadza Cie myśl, że musisz wyjść z domu do ludzi. Najchętniej wszedłbyś pod koc i wyszedł za dwa dni.

Nie ma w tym nic złego, każdy to odczuwa od czasu do czasu. Zmęczenie światem, który nas otacza i pretensje do siebie, że pozwoliłam sobie wegetować w miejscu gdzie nie ma dla mnie perspektyw, ani żadnego dobrego jutra. Przynajmniej mi się tak wydaje. Sama jestem sobie winna, a to wkurza mnie jeszcze bardziej. Nie ma kogo obwiniać.

Kluczowym momentem jest to nieszczęsne wyjście z domu. Okazuje się, że świeże powietrze działa jak eliksir życia. Jestem przepracowana, niewyspana, kompletnie zmęczona, a moje obowiązki są zaniedbane. I co z tego? Zakładam słuchawki, moja ulubiona muzyka zaczyna wytrącać mnie ze złego nastroju. Nie jestem radosna, nie szaleje ze szczęścia, ale wprowadzam się w swój ulubiony nastrój, neutralny. Kiedy nie mam parcia na bycie tak obrzydliwie szczęśliwą jak w tych wszystkich reklamach, ale nie jestem załamana jakbym miała zastąpić główną bohaterkę w kolejnym filmie z sagi Bridget Jones. Idę do przodu i jasne nie jest świetnie, ale chyba idę w kierunku słowa „lepiej”. Czy kiedyś tam dojdę? Nie wiem, ale liczę na to, że tak. Jeżeli nie, to trudno, z całą pewnością się nie cofam. Wydaje się, że lepiej jest chodzić w miejscu niż stać.

  • Wewnętrzny spokój jest cenniejszy od tak zwanego „szczęścia”.  Mniej zmartwień, akceptacja życia takim jakim jest. Oddychanie pełną piersią, bez ciągłego strachu, że zużyję za dużo powietrza. Zależności od drugiej osoby nie da się uniknąć, ale można ją ograniczyć. Jutro nie będzie lepsze ani gorsze, ale BĘDZIE.

Naprawianie zepsutego świata, praca nad sobą, dążenie do obranych celów muszą poczekać aż mój umysł się uspokoi, zaakceptuje rzeczywistość i znów zapragnie wstawać z łóżka.

I’m only human after all.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *