Wegeterroryści i homoseksualiści na pokaz.

Zanim dostanę milion wiadomości jaka to jestem okropna, to pragnę zawiadomić wszystkich tu obecnych, że nie mam nic przeciwko osobom, które wierzą w coś innego niż ja, jedzą inaczej lub mają partnera tej samej płci. Wśród moich znajomych znajdują się przedstawiciele każdej z tych kategorii i oni wiedzą, że ja uwielbiam ludzi za to, jacy są. Istnieją jednak pewne granice, o których trzeba powiedzieć. Dlatego grzecznie proszę, jak zobaczycie mnie na ulicy to bez rzucania pomidorami. 

Powinniśmy być tolerancyjni. Kropka. 

Ale teraz wytłumaczymy sobie czym różni się tolerancja od wciskania w gardło swoich ideologii. 

Generalnie wyznaje zasadę, rób to, co sprawia, że jesteś szczęśliwy. Nie obchodzi mnie co jecie, pijecie, z kim się umawiacie, w co wierzycie. Wasza sprawa.  Natomiast kiedy na siłę próbujecie mnie przekonać, że to co Wam się podoba jest jedyną słuszną opcją i przy każdej okazji dostaje 2 godzinny wykład na temat, to już mamy problem.

Konkretny problem. Szanuję, naprawdę szanuję osoby, które potrafią wierzyć w latającego potwora spaghetti, ale nie czują wewnętrznej potrzeby ogłaszania tego światu. To są tacy ludzie, którzy łapią w tym momencie ode mnie duży uśmiech. Serio, co mnie to interesuje czy jesz tylko warzywa lub tylko mięso? Zapewnić Was też mogę, że absolutnie nic mnie to nie obchodzi w co ktoś wkłada swojego penisa. Mam w życiu większe zmartwienia. 

Wyobraźcie sobie taką sytuację, chociaż w sumie nawet nie musicie, bo spotkało to każdego z Was. 

Mianowicie.

Siedzicie sobie kulturalnie w restauracji, barze, knajpie, gdzieś gdzie jest jedzenie. I o zgrozo, jecie coś co zawiera śladowe ilości mięsa. Od kilku minut czujecie na sobie wzrok, spojrzenie, które jeżeli by mogło, to już by zabiło. Na początku niczym się nie przejmujecie, ale po dłuższej chwili pierwsze oznaki zdenerwowania docierają do Waszego mózgu. Przy czwartym kęsie już nie możecie wytrzymać, pięść zaciska Wam się wokół widelca i zamiast dźgnąć nim osobę, która Was prześladuje, nadal próbujecie jeść, ale wtedy bestia atakuje. Podejdzie to takie, przerwie Ci posiłek i zaczyna się.  Zwierzęta takie cierpiące, planeta taka umierająca, generalnie ze zwykłego człowieka w ułamku sekundy stajecie się najgorszym barbarzyńcą. Brakuje Wam tylko kropli krwi  ostatniej ofiary spływającej po policzku.

Sytuacja nr 2

Spotkanie grupy znajomych. Dwie osoby są innej orientacji, homoseksualiści. Czy komuś to przeszkadza? Absolutnie nie, ale do czasu. Bo w trakcie rozmowy o pogodzie jedna z tych 2 osób, gej lub lesbijka, bez znaczenia, zaczyna manifestować to jak bardzo inny/inna jest. Ze szczegółami.  Po minucie już wiesz, że  to nawet nie jest prawda, tylko streszczenie jakiegoś słabego filmu, połączone z fabułą „Mody na sukces”. Nie wiem jak Wy, ale ja o swoich upodobaniach nie musze opowiadać wszystkim. Ta paplanina jest tak męcząca. Szczerze powiem, że wolę oglądać dwóch panów całujących się z miłości przez kilka godzin niż wysłuchiwać 5 minut tego jazgotu. 

Czy tylko ja tak mam? 

Nie mogę znieść wegeterrorystów, religijnych prześladowców i homoseksualistów na pokaz.

Mimo tego, ciągle uważam się za osobę tolerancyjną. Uwielbiam ludzi odważnych, którzy nie boją się być inni. Z tym, że tolerancja powinna działać w dwie strony. 

Ja nauczyłam się akceptować najdziwniejsze upodobania osób, które mnie otaczają i spodziewam się, że oni zaakceptują to, że niektóre rzeczy robię „jak większość”.  Szanujmy się nawzajem i nie próbujmy zmieniać swoich poglądów na siłę. Łatwiej i spokojniej będziemy wtedy ze sobą żyć. Mam nadzieje, że nikogo nie uraziłam, a jak tak to trudno, takie moje zdanie.

Moi drodzy, tradycyjnie, peace and love. 

2 thoughts on “Wegeterroryści i homoseksualiści na pokaz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *