Wyznania geniusza.

Całe swoje życie konsekwentnie dążyłam do samozadowolenia. Kiedy jednak nadeszło, jedyne co poczułam to pustka. Dlaczego? Bo nie miałam już więcej motywacji. Czy byłam szczęśliwa? Oczywiście, przecież każdy chce patrzeć na siebie i się szczerze uśmiechać. Ale. No właśnie, zawsze to bezlitosne ALE. Nie wiedziałam co ze sobą dalej robić. Czy można osiągnąć naprawdę wszystko?

Czym jest dla mnie samozadowolenie? Byciem na szczycie. Nie w rankingu Forbes’a, czy na stronie głównej wszystkich portali plotkarskich. Zawsze chciałam być najbardziej inteligentną kobietą swoich czasów i z moich obliczeń wynika, że dokładnie miesiąc temu tak się właśnie stało.

O tym, że jestem bardziej inteligentna od swoich rówieśników dowiedziałam się dość szybko. Oni niestety również. Dzięki temu, że rozumiałam więcej, miałam mniej przyjaciół niż najbardziej samotne dziecko w szkole. Na początku nawet mi to przeszkadzało, ale potem zrozumiałam, że takie znajomości tylko by mnie zwalniały. Przeszkody w wyścigu o bycie wyjątkowym. Odcięłam się wiec praktycznie od ludzi, a moimi najwspanialszymi przyj4e0b0bff509699de1133ad9ea73c7b0daciółmi stały się ogromne stosy książek, którymi się otaczałam. Uwielbiałam dotykać starego pergaminu. Im trudniejszy temat, tym lepiej, więc wybaczcie, że nie jestem fanką Bridget Jones. I tak, dopóki nie zaczęłam pisać tego tekstu nie miałam pojęcia kto to jest. W ten magiczny sposób dochodzimy do czasu kiedy odkryłam Internet i jego niekończące się pokłady wiedzy. Był on dla mnie jak narkotyk, uczyłam się dużo szybciej niż mogłam sobie kiedykolwiek wyobrazić.

Jak już pewnie założyliście przeskoczyłam kilka klas w szkole. Wiecznie niezadowolona z poziomu swojej wiedzy w wieku 19 lat skończyłam swój pierwszy kierunek studiów. To mi jednak nie wystarczyło. Mając 23 lata mogłam pochwalić się już 3 dyplomami. Wtedy studiowanie zaczęło mnie nudzić. Doktorat i tytuł profesora okazały się tylko formalnością, a tuż po ich otrzymaniu opuściłam uniwersytet.

Zaczęłam pracować w największych firmach na świecie, głównie po to, żeby oddać rodzicom pieniądze za moje naukowe wymysły. Nie musiałam tego robić, ale tak wydawało się najrozsądniej. Zresztą pieniądze jakoś nigdy mnie nie obchodziły. Były potrzebne tylko w takiej ilości, żebym mogła się dalej rozwijać.

Moja kariera? Dynamiczna. W trzy lata stałam się prezesem ogromnej korporacji. Po drodze zdobyłam wiele nagród w różnych dziedzinach, artykuły w poważnych gazetach, niekończące się przemowy na ważnych konferencjach. Moje nazwisko w świecie nauki stało się marką.

Osiągnęłam wszystko, co sobie założyłam. Pozostało tylko jedno pytanie.

Co dalej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *